„To był sprawdzian dla wszystkich”. Zdalne nauczanie od kuchni

Wraz z początkiem pandemii COVID-19 polskie szkoły musiały zmierzyć się z wielkim wyzwaniem. Z dnia na dzień ze szkolnych murów nauczanie zostało przeniesione na platformy internetowe. Czy taka forma nauczania miała sens? 

0

Wraz z początkiem pandemii COVID-19 polskie szkoły musiały zmierzyć się z wielkim wyzwaniem. Z dnia na dzień ze szkolnych murów nauczanie zostało przeniesione na platformy internetowe. Czy taka forma nauczania miała sens? 

Epidemia koronowirusa sprawiła, że od 12 marca placówki szkolne w Polsce musiały zawiesić stacjonarne zajęcia. Ministerstwo Edukacji szybko uporało się z tym nieudogodnieniem i z dniem 25 marca wprowadziło obowiązek prowadzenia zajęć zdalnych. Wokół tej formy nauczania narosło wiele dyskusji. Postanowiliśmy sięgnąć źródła, aby sprawdzić jak e-lekcje wyglądały od kuchni.

„Staraliśmy się dobrze wykorzystać ten czas” 

Okazuje się, że zdalne nauczanie stanowiło wielkie wyzwanie dla nauczycieli. Pierwszy miesiąc upływał pod znakiem zaznajamiania się z wieloma platformami, które umożliwiały im pracę zdalną. Na pomoc przyszedł szereg szkoleń i webinarów. Podczas takich wirtualnych spotkań pracownicy oświaty dzielili się z innymi swoimi umiejętnościami i wzajemnie sobie pomagali. Każdy z nich musiał przywyknąć do nowego trybu pracy, który wiązał się z siedzeniem przy komputerze niemal całą dobę. Okazuje się również, że ucierpiała na tym prywatność nauczycieli. Lekcje online czasami wymagały ukazania kawałka pokoju, do którego uczniowie w normalnych warunkach nie mieli dostępu.

– Oceny zdecydowanie zeszły na drugi plan, obdarzyliśmy się dużą dozą zaufania i wyrozumiałości – mówi jeden z nauczycieli.

Zdalne nauczanie w opinii nauczycieli ma swoje dobre i złe strony. Był to czas, kiedy nauczanie można było przeprowadzić w zdecydowanie ciekawszy sposób. Wiele wydawnictw wyciągnęło do nich pomocną dłoń, oferując gotowe plany zajęć oraz sposoby na naukę poprzez zabawę. Okazało się, że wielu uczniów potraktowało całą sytuację poważnie i sumiennie pojawiali się na lekcjach. Czy według nauczycieli taka forma nauczania miała sens i może sprawdzić się w przyszłości?

– Czy nauka zdalna to dobre rozwiązanie na dłuższa metę? Trudno tu jednoznacznie odpowiedzieć. Być może jest to idealne narzędzie na te bardzo nieprzewidywalne i coraz mniej stabilne jednak czasy. Dla mnie osobiście były to niezwykle miesiące, pełne wysiłku, zmagania się z otaczającą rzeczywistością, ale też niesamowitej energii zwrotnej od uczniów, entuzjazmu i radości w pokonywaniu kolejnych przeszkód, w tym również technicznych, satysfakcji z ogromnych porcji materiału, które udało się nam wspólnie zrealizować, czasem już od wczesnego rana omawiając kolejne zagadnienia – podsumowuje jeden z nauczycieli.

Druga strona medalu

Zdalne nauczanie było również wielkim sprawdzianem dla uczniów. Ich zdyscyplinowanie zostało wystawione na próbę. Okazuje się, że mimo tego, że na zajęciach nie była sprawdzana obecność, to większość pojawiała się sumiennie na wykładach. Wielkim udogodnieniem był również fakt, że ich wiedza była sprawdzana w taki sposób, że możliwe było używanie tzw. ściąg i sztuczne podciągnięcie średniej. Nauczyciele nigdy nie mieli pewności, kto siedzi po drugiej stronie ekranu. Z podanych przez uczniów informacji wynika, że zdalne nauczanie było dla nich bardzo wygodne. Dla osób, które mieszkają w miejscowościach sporo oddalonych od szkoły e-learning był zbawienny. Nie było konieczności wstawania o wiele wcześniej, żeby dostać się na lekcje. Jednak wielu uczniów zwraca uwagę na to, że zdarzały się takie sytuacje, w których nauczyciele zarzucali ich materiałami i traktowali to jako idealną okazję do nadrobienia zaległości. Jak się okazuje, komunikacja też nie przebiegała sprawnie, często były z nią problemy.

– Dla mnie nauczanie zdalne nie było lepsze niż normalne zajęcia, ponieważ mniej się nauczyłem i obniżyła się moja średnia ze względu na to, że z niektórymi nauczycielami nie dało się dogadać przez Internet – komentuje jeden z uczniów.

Paradoksalnie to młodzież, która jest pokoleniem, dla której Internet stanowi bardzo ważną część życia jest bardziej niezadowolona niż nauczyciele, którzy byli zmuszeni do nauki i odkrywania nowych możliwości.

– W całym e-nauczaniu najbardziej podobało się to, że nie miałam sztywnych zasad co do godziny wykonania danego zadania, zawsze można było zrobić zadanie z matematyki przy kawie i ciastku. Jest też kilka rzeczy, które nie podobały mi się w tym systemie. Na przykład to, że nauczyciele często przeceniali nasze możliwości, dawali bardzo dużo zadań – o wiele więcej niż normalnie w szkole, tak działo się na początku pandemii. Myślę, że w przyszłości ciężko byłoby pracować tylko on-line. To całe nauczanie zdalne jest bardzo naciągane i tak naprawdę w dużej mierze nie ma nad tym kontroli, serwery były przeciążane, Internet o wiele gorzej działał. Co do wprowadzenia zdalnego nauczania, jestem na nie – komentuje jedna z uczennic.

Złośliwość rzeczy martwych

Zdalne nauczanie poza dyspozycyjnością i dobrą organizacją wymagało również sprzętu i dostępu do Internetu. Częste były sytuacje, w których kilkoro dzieci w rodzinie dysponowało jednym komputerem, a miało zajęcia o tej samej godzinie. Nauczyciele zawsze starali się dopasować wszystkie zaplanowane lekcje tak, aby nie kolidowały ze sobą. Wiele szkół oferowało również wydrukowane materiały dla uczniów, którzy mieli problem ze sprzętem. Niektóre placówki wypożyczały również laptopy, aby uczniowie sprawnie mogli radzić sobie z nowym wyzwaniem w postaci zdalnego nauczania.

Na pozór mogłoby się wydawać, że okres zawieszenia zajęć stacjonarnych wiąże się z większą ilością czasu wolnego. Jednak wszystko wskazuje na to, że obie strony, zarówno uczniowie jak i nauczyciele mają o wiele więcej pracy niż w czasie prowadzenia zajęć w szkołach. Wiele wskazuje na to, że zdalne nauczanie będzie obowiązywało również w przyszłym roku szkolnym, jeśli sytuacja związana z pandemią nie ustąpi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj