Osiem bramek dla Pogoni

0

Ostrą strzelaninę i aż osiem bramek (wszystkie dla Pogoni) zobaczyli 28 września widzowie meczu 9. kolejki IV ligi Pogoń Lębork – Lipniczanka Lipnica.

Lipniczanka to tegoroczny beniaminek, dla którego zderzenie z IV ligą jest bardzo bolesny. Do Lęborka goście przyjechali tylko w 13 zawodników. Od początku spotkania dominacja Pogoni nie podlegała dyskusji, choć trzeba zaznaczyć, że goście wypracowali w pierwszej części trzy klarowne sytuacje. Gole strzelała jednak tylko Pogoń.

Już w 5 minucie wynik uderzeniem z głowy otworzył Przemysław Kostuch. Nie minął kwadrans, a było już 2:0. Tym razem do siatki trafił grający od kilku spotkań bardziej z przodu kapitan Wojciech Musuła. Na 3:0 strzelił w 20 minucie Kostuch, a przed gwizdkiem oznaczającym przerwę wynik podwyższył z dystansu Musuła.

Po przerwie obraz gry się nie zmienił, a do zdobywania bramek ruszyli kolejni zawodnicy. 48 minuta to skuteczny strzał z głowy Adriana Kochanka. Na 6:0 wynik podkręcił w 56 minucie Michał Jeruć. Celebrując radość „Jery” podbiegł do trybuny z gestem serca ze splecionych rąk, a bramkę dedykował swoim rodzicom. Przejechali oni do Lęborka aż 400 kilometrów, by na żywo zobaczyć grę. Na 7:0 przed końcem meczu strzelił Przemysław Kostuch i tym samym zdobył hat-tricka. Podawał mu dobrze z boku Łukasz Kwaśnik. Techniczne uderzenie, lob z 25 metrów dający ósmą bramkę, zaliczył w ostatniej minucie meczu Jakub Michor. To był czas, gdy przez Lębork przechodziła duża ulewa. Mecz kończył się w strugach deszczu.

Pogoń wygrywa 8:0 i przygotowuje się do trudnego tygodnia. W środę Puchar Polski w Damnicy z KS, a w sobotę wielkie derby Pomorza Środkowego Gryf Słupsk – Pogoń Lębork.
– Ze zwycięstwa jestem zadowolony, z jego rozmiarów też. Z drugiej strony szacunek dla zawodników gości, z którymi mogłem się spotkać. Z wieloma z nich pracowałem wcześniej w Bytowie. Dzisiaj przyjechali, pokazali swoje umiejętności, ale trudna sytuacja kadrowa determinuje, jak mówił trener Mielewczyk, to co jest. Wierzę, że to są ludzie z charakterem i jeszcze się podniosą. My nauczeni tym, że od początku sezonu brakowało u nas czasem tej determinacji i walki gdzie mecze, które były do wygrania, przegrywaliśmy w kuriozalnych okolicznościach. Dziś wynik pokazał, że graliśmy do końca, bo zawsze trzeba grać do końca – mówił Waldemar Walkusz, trener Pogoni.
Trener Lipniczanki natomiast skwitował mecz ostrymi słowami.
– Muszę przeprosić trenera Walkusza, że do Lęborka przywiozłem tak śmieszny zespół. To, co gramy, to jest kpina. Kibice widzieli – to co gramy jest zaproszeniem do strzelania bramek, a piłka w naszym polu karnym to jest 90% pewność, że będzie zaraz bramka. Jeżeli zawodnik gości nie trafi w bramkę to nie ma, jeżeli trafi w bramkę to jest gol. Tak to wygląda u nas od kilku meczy. Jesteśmy 70% słabsi niż w zeszłym sezonie w okręgówce. Odeszło od nas 4 zawodników, w tym 3 podstawowych obrońców. Gramy tym, czym mamy. Nasz kierownik w trakcie meczu powiedział, że drużynę mamy taką, że jakby poszli w 11 na imprezę, to by każdy dostał po głowie i nikt by nawet nie oddał. Tak to wygląda. Nie podejmujemy walki, zero ambicji na boisku. Drużyna Pogoni prowadząc 6:0, chłopaki w 70 minucie na połowie przeciwnika walczą o piłkę, robią wślizgi, a my pod własną bramką nie potrafimy ostrzej zagrać z zawodnikiem i wygląda to tak, jak wygląda – komentował Tomasz Mielewczyk, trener Lipniczanki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj