– Nie chciałem być postrzegany jako morderca… – mówi Marcin „Rex” Rekowski

Marcin "Rex" Rekowski to zawodnik, który zawojował polską scenę bokserską. Ma na koncie szereg zwycięstw na polskiej i zagranicznej arenie. Jego nazwisko odbiło się głośnym echem w sportowym świecie. 

1
źródło foto: archiwum prywatne

Marcin „Rex” Rekowski to zawodnik, który zawojował polską scenę bokserską. Ma na koncie szereg zwycięstw na polskiej i zagranicznej arenie. Jego nazwisko odbiło się głośnym echem w sportowym świecie. 

„Rex”, bo właśnie takim pseudonimem posługuje się Marcin Rekowski, jest pochodzącym z Kościerzyny bokserem wagi ciężkiej. W swojej karierze stoczył 24 walki, z czego tylko w 5 poniósł porażkę. W 2012 z powodu osiągnięcia wieku 35 lat, przeszedł na sportową emeryturę. Swoją karierę zakończył zwycięską walką w rodzinnej Kościerzynie.

Tylko w KLE news Marcin opowiada, jak wpłynął na niego sport i dzieli się mrożącymi krew w żyłach wspomnieniami z ringu.

– Jak zaczęła się Twoja przygoda z boksem?

– Mój przyjaciel poznał mnie z Waldkiem Szymańskim, który trenował boks. Od słowa do słowa, bardzo szybko przeszliśmy do czynów i zaczęliśmy razem trenować. Po czasie wkręciłem się w to na tyle, że zacząłem myśleć o tym poważnie. Bardzo pomogło mi to, że jako dziecko nie dałem się bić. Obce były mi prześladowania w szkole, zawsze umiałem się obronić. Okazała się, że boks zamienił to w sportowe emocje rywalizacji.

– Czy po rozpoczęciu kariery pojawił się moment, w którym zacząłeś myśleć o zrezygnowaniu z dalszego rozwoju?

– Pojawiło się kilka takich sytuacji, ale zawsze wracał sportowy głód. Pamiętam doskonale, jak po jedynie 3 tygodniach przygotowań stanąłem w ringu z Carlosem Takhamem. Trzy tygodnie to stanowczo za mało, ale byłem uparty, za co słono zapłaciłem. Po nokaucie przez 4 minuty byłem nieprzytomny. Po tej sromotnej porażce było mi ciężko. Długo nie mogłem dojść do siebie, przede wszystkim psychicznie. Przyszło zwątpienie i pytanie, czy warto iść w to dalej. Jednak po dłuższym czasie wrócił głód boksu. 

– Czy po wejściu w sportowy świat zmieniło się jakoś twoje postrzeganie sportowców?

– W zasadzie to sport był obecny w moim życiu od dzieciństwa. Zawsze byłem aktywny w niemal każdej dyscyplinie sportowej. Zaczynając od amatorskiego grania w siatkówkę, po 3-ligową grę w zespole koszykarskim. Już wtedy nauczyłem się czym jest zdrowa, sportowa rywalizacji i to nie zmieniło się do końca mojej kariery sportowej.

– Pojawiła się w Twoim życiu sytuacja na ringu, która zmroziła Ci krew w żyłach?

– Tak, pamiętam to tak, jakby działo się to wczoraj. Wygrałem pojedynek poprzez nokaut, ale mój przeciwnik leżał nieprzytomny na deskach ponad 3,5 minuty. Nigdy nie zapomnę chwili, w której po nokaucie cała widownia czekała, aż przeciwnik podniesie się z maty. Nie chciałem być postrzegany jako morderca, ale prawda jest taka, że cena uprawiania zawodowego boksu jest wysoka. Zawsze może zdarzyć się tak, że wchodząc na ring stoczysz swój ostatni pojedynek w życiu i już nie podnieść się z desek. 

– Czy przez dyscyplinę, którą wybrałeś, ludzie zaczęli jakoś inaczej Cię postrzegać?

– Szczerze mówiąc nie wiem. Pewnie tak było, ale zupełnie nie zwracałem na to uwagi. Skupiłem się na tym, że boks sprawia mi przyjemność i dawałem z siebie 100%. To co mówili o mnie ludzie wcale mnie nie obchodziło, bo gdybym zaczął się tym przejmować to nie zaszedłbym tak daleko.

– Co najbardziej Cię zaskoczyło w sportowym świecie?

– Oszustwa na każdej płaszczyźnie. Niby dużo się o tym mówi i wie, ale dopiero jak doświadczyłem tego na własnej skórze, to zrozumiałem skalę tego problemu. Dużym szokiem było dla mnie również zderzenie z bezwzględnością ludzi, przede wszystkim promotorów. 

– Jakie jest twoje najlepsze wspomnienie sportowe?

– Mam mnóstwo wspaniałych wspomnień, ale tym najlepszym jest wygrana na międzynarodowym turnieju w Finlandii. Duma i wzruszenie, które pojawiły się po usłyszeniu „Mazurka Dąbrowskiego” tak daleko od domu są nie do opisania słowami.

– Masz jakieś rady dla początkujących bokserów? 

– Wytrwałość i nie załamywanie się po porażce powinny stać się credo dla każdego adepta. Należy pamiętać, że porażka jest tylko negatywna z nazwy. Tak naprawdę niesie za sobą naukę i pokazuje, nad czym powinniśmy się bardziej skupić na kolejnych treningach. 

– Czym zajmujesz się aktualnie?

– Pomimo sportowej emerytury nadal jestem aktywny. Obecnie prowadzę treningi bokserskie i jestem ratownikiem na basenie. Nie umiem oderwać się od sportu, treningi indywidualne i utrzymanie formy to moja codzienna rutyna.

– Chciałbyś dodać coś od siebie?

– Życzę wszystkim zajmującym się tą dyscypliną, aby wytrwale dążyli do celu!

 

 

1 KOMENTARZ

  1. Mam nadzieję, że wytrwasz i nigdy nie wrócisz na ring. Zdrowie Reks jest najważniejsze. Kasa i chwila triumfu będą niczym wobec kalectwa!Jesteś przędnym człowiekiem i nie zasługujesz na wózek inwalidzki! Nie słuchaj poszeptów umizgujących się lizusów a kieruj się zdrowym rozsądkiem! Zrobiłes wiele dla tego sportu, dla swojego miasta. Niech zapamiętamy Cię jako zwycięzce! Zdrowia Kolego!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj