Młoda mama z Kiełpinia straciła rękę w trakcie walki z rakiem. Potrzebne są środki na protezę!

Paulina to szczęśliwa mama dwóch córeczek Zuzi i Antosi. W trakcie drugiej ciąży wykryto u niej nowotwór złośliwy w lewej ręce. Po porodzie zaczęła zaciętą walkę o swoje zdrowie, niestety w trakcie wycinania nowotworu lekarze zdecydowali, że konieczna będzie amputacja ręki. Teraz Paulina potrzebuje środków na zakup protezy, aby wrócić do sprawności. 

0

Paulina to szczęśliwa mama dwóch córeczek Zuzi i Antosi. W trakcie drugiej ciąży wykryto u niej nowotwór złośliwy w lewej ręce. Po porodzie zaczęła zaciętą walkę o swoje zdrowie, niestety w trakcie wycinania nowotworu lekarze zdecydowali, że konieczna będzie amputacja ręki. Teraz Paulina potrzebuje środków na zakup protezy, aby wrócić do sprawności. 

Paulina, mieszkanka Kiełpina do czasu diagnozy wiodła szczęśliwe i spokojne życie u boku narzeczonego Adama i 4-letniej córki Zuzi. W drodze było też drugie maleństwo i uroczystość zaślubin. Pewnego czerwcowego dnia Paulina wyczuła guza, na wysokości lewego łokcia. Zaniepokojona udała się do lekarza,z nadzieją, że to nic poważnego. Diagnoza stawiała podejrzenie, że może być to mięsak. Paulinę wysłano do Warszawy do Instytutu Onkologii Marii Skłodowskiej-Curie. Wstępna diagnoza się potwierdziła. Młoda mama miała nowotwór złośliwy tkanki miękkiej o bardzo wysokiej złośliwości. Guz szybko rósł, naciekając na kość ramienną.

– Ani ja ani moja rodzina nie mogliśmy w to uwierzyć, przecież w domu mam malutką córeczkę a pod sercem jej siostrzyczkę. Ze względu na bardzo szybko rozwijający się proces nowotworowy, lekarze postanowili o wywołaniu mojej ciąży nieco wcześniej niż planowany termin porodu – mówi Paulina.

21 października na świat przyszła druga córeczka Pauliny. Mimo tego szczęśliwego wydarzenia młoda mama musiała zebrać w sobie siły do walki o zdrowie.

 – Było to trudne i bardzo ciężkie, nie potrafię określić ,co wtedy czułam, ale wiedziałam jedno – mam dwie zdrowe i piękne córeczki, narzeczonego i ogrom wsparcia. Muszę walczyć o swoje życie – podkreśla Paulina.

Paulina na początku listopada trafiła na oddział onkologii, mając przed sobą 13 miesięcy z chemioterapią, operacją i cyklem podtrzymania. Już na tym etapie lekarze nie wykluczali amputacji ręki.

– To był cios w moje serce, ale przecież ja pragnęłam żyć – wyznaje Paulina.

Zamiast spędzać czas z ukochanym i córeczkami, Paulina odwiedzała szpital i przyjmowała kolejne chemie. W czasie trzydniowych wyjazdów do Warszawy, młodej mamie towarzyszył narzeczony, a w opiece nad córeczkami pomagali rodzice.

Po sześciu cyklach bardzo silnej i wyniszczającej chemii przyszedł czas na operację. 23 marca Paulina obudziła się bez lewej ręki, ponieważ lekarze poprzez amputację chcieli pokonać nowotwór i uratować jej życie.

– Musiałam się z tym pogodzić, z pokorą przyjęłam tę informację, która była szokiem i chwilowym niedowierzaniem. Przyznam, nie łatwo jest się pogodzić z tym, z czym przyszło mi się zmierzyć. W głowie miałam tysiąc myśli na minutę – przecież nadal jestem kobietą, która chce być przede wszystkim sprawna, dla swoich dzieci, móc wziąć je na ręce… dla swojego ukochanego – informuje młoda mama.

Nowa rzeczywistość okazała się być bardzo trudna do zaakceptowania dla Pauliny.

– Momentami chciałam obudzić się z tego koszmaru, ale przecież… to nie był sen. Straciłam włosy, straciłam rękę, straciłam wszelkie pokłady sił – ale chęć życia do życia pozostawała jeszcze większa. Przez cały proces byłam pozytywnie nastawiona, w domu nadal starałam się być najlepszą mamą dla swoich ukochanych dzieci – dodała.

Mimo tego, że organizm Pauliny był wyniszczony przez ciążę, poród i szereg chemioterapii, kobieta nie poddawała się i cały czas walczyła o swoje zdrowie.

– Borykałam się z różnymi skutkami chemioterapii, między innymi utratą włosów, neutropenią, transfuzją krwi, ogólnym złym samopoczuciem, które trudno jest porównać do czegokolwiek. Leczenie bardzo dało mi w kość i zważywszy na to, że mój organizm dodatkowo był osłabiony przez ciąże i poród to wiem, że dałam radę, że jestem silna, że walczę. Na chwilę obecną jestem w trakcie  chemioterapii podtrzymującej efekty leczenia – wyznaje Paulina.

Dotychczas Paulinie i jej rodzinie udawało się dźwigać ciężar kosztów leczenia. Niestety koszt protezy to wydatek rzędu 20 tysięcy złotych. Paulina marzy o powrocie do zdrowia i sprawności.

– Brak ręki bardzo odczuwam w podstawowych czynnościach domowych jak i przy macierzyństwie, a zwyczajnie mam szansę poprawić swój komfort życia. Taką okazją jest zakup protezy ręki specjalnie pod mój przypadek. Zdaję sobie sprawę, że kosz jaki potrzebuję jest ogromny i przewyższa moje jak i mojej rodziny możliwości finansowe – pisze Paulina.

W związku z dużym kosztem zakupu protezy ruszyła zbiórka środków finansowych, dzięki którym Paulina będzie mogła wrócić do sprawności. Liczy się każda złotówka.

 

– Jestem na ostatniej prostych pokonania nowotworu, przeszłam tak wiele w tak młodym wieku (…). Chciałabym znów poczuć się pełnowartościową osobą, niezależną od innych, tym bardziej, że mam zadanie do wykonania, a mianowicie macierzyństwo – ten piękny dar, który chciano mi odebrać. Nigdy nie chciałam prosić o pomoc bo wiem, że w życiu trzeba dążyć do swojego, ale w obecnej sytuacji jestem pod ścianą. Tak naprawdę dzięki Wam i Waszej pomocy będę mogła zawalczyć o siebie, o nową rękę, o nowe życie – prosi młoda mama.

 

Zbiórkę można wesprzeć TUTAJ.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj