Pogoń Lębork skuteczna do bólu

Otwarta gra, walka do końca, hokejowy wynik i to, co najważniejsze – zwycięstwo. 

0

Otwarta gra, walka do końca, hokejowy wynik i to, co najważniejsze – zwycięstwo. 

To wszystko zobaczyliśmy w środowe popołudnie na stadionie przy Kusocińskiego. Pogoń w 6. kolejce IV ligi pokonała Gwiazdę Karsin 4:3 i awansowała na 12. lokatę w tabeli.
W podstawowym składzie na Gwiazdę Karsin wybiegł, po długiej przerwie spowodowanej kontuzją, Adrian Kochanek. Z opaską kapitana na ramieniu zagrał tradycyjnie na lewej obronie, mając po prawej stronie parę środkowych obrońców – Kostucha i Siłkowskiego. To właśnie ten drugi zawodnik, zagrał jak do tej pory najlepszy mecz w Pogoni, okraszony dwoma golami. Pierwszy z nich padł już w 8 minucie po rzucie rożnym bitym przez Iwańskiego. Po drodze futbolówkę podbił jeszcze Miszkiewicz, a „Siłek” bez trudu skierował ją głową do bramki. Gwiazda nie pozostawała dłużna i w skali spotkania oddała w kierunku Labudy wiele groźnych strzałów. W pierwszej części meczu najlepszą sytuację miał Frymark, uderzając tuż nad poprzeczką Pogonistów.
Po pół godzinie gry było już 2:0 i znowu za sprawą Siłkowskiego, do którego trafiła piłka wycofana po rzucie rożnym. Mocna bomba z 18 metrów była nie do obrony!
Kolejna bramka to zasługa zdolnej młodzieży. Lewą stroną ładnie pobiegł Miotk i delikatnie dośrodkował pod nogi Atanackovicia. Ten wystawił futbolówkę Michałowi Klińskiemu, który z bliska przyłożył na 3:0.
W 38 minucie wydawało się, że jest po meczu, że będzie łatwo, przyjemnie i wysoko. Nic bardziej mylnego… Gwiazda wykazała się niesamowitą determinacją i wolą walki, co trzeba docenić. W 42 minucie po faulu w polu karnym Pogoni, sędzia Marcin Skwiot dyktuje rzut karny dla Gwizdy. Wykorzystuje go Mateusz Borowski. Tuż przed gwizdkiem ogłaszającym koniec pierwszej połowy, świetną akcję bramkową miał Miszkiewicz. „Greku” od 28 minuty zagrał na szpicy po zejściu z boiska kontuzjowanego Damiana Podkańskiego.
Tuż po przerwie Gwiazda łapie kontakt. Faul bramkarza Labudy na szarżującym prawą stroną Kerszku był ewidentny. Do piłki znowu podchodzi Mateusz Borowski i znowu trafia do siatki. Jest 3:2, a goście z powiatu kościerskiego dostają kolejny zastrzyk motywacji do walki. Sytuację uspokaja wprowadzony do gry Wojciech Dobek. W 60 minucie po dograniu z rzutu wolnego Iwańskiego, „Andrzej” jak nazywany jest w drużynie Dobek uderza z głowy na 4:2.
Ekipa z Karsina jednak nie odpuszcza. Na dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry Prondziński uderza z bliska na 4:3. Końcówka była więc emocjonująca, a trwała ona dość długo, bo sędzia doliczył aż 5 minut. Do tego Pogoń kończy mecz w „10” po drugiej żółtej kartce Miszkiewicza. Serca lęborskiej publiczności zamarły w 95 minucie, gdy Prondziński minimalnie przestrzelił z bliska obok bramki Pogoni. To była najgroźniejsza sytuacja Gwiazdy w tym meczu.
Pogoń znowu zwycięża, strzela bramki i przygotowuje się do kolejnego spotkania. W niedzielę 15 września o godz. 17 w Lęborku Pogoniści podejmą rewelacyjnego beniaminka Cartusię Kartuzy.
– Liga pokazuje, że nikt tych punktów za darmo nie oddaje. Zespół Gwiazdy Karsin bardzo ambitnie zagrał, powalczyli, do końca bili się o remis. Ja mogę się cieszyć, że te 3 punkty wydarliśmy i za to ogromne gratulacje dla chłopaków. Aczkolwiek mecz był przedziwny. Prowadzimy 3:0, przyjezdnych mamy na łopatkach, praktycznie zwątpili w to, że mogli coś zrobić i wtedy chyba tylko pan sędzia wie, dlaczego gwizdnął pierwszy rzut karny. Kostuch zarzeka się, że kompletnie nic nie było. Faul na krzyk, jest gwizdek, karny i 3:1. Mamy potem dwie sytuacje, Gracjan Miszkiewicz powinien skończyć bramką przynajmniej jedną z tych dwóch sytuacji. Schodzimy na przerwę i prowadzenie 3:1, wydawało się spokojne. W szatni uczulałem, byśmy nie popełniali błędu, a zespół gości nie złapał kontaktu. Drugi rzut karny dla Gwiazdy był ewidentny, nie ma co dyskutować. W 47 minucie robi się 3:2. Stało się to, czego obawiałem się przed wyjściem na drugą połowę. Dobrze, że udało się przetasować zespół. Wszedł Wojtek Dobek i uderza bramkę na 4:2. Wydaje się, że już spokojniej możemy grać, ale ambitny zespół gości walczy o każdą piłkę i doprowadza do wyniku 4:3 po stałym fragmencie i naszym błędzie w kryciu. Cieszymy się ze zwycięstwa, a ja mogę pogratulować trenerowi Andrzejowi Borowskiemu dobrego, ambitnego zespołu, który się nie poddaje. Naprawdę jest sztuką ze stanu 0:3 podnieść się i do doliczonego czasu walczyć o remis – mówi Waldemar Walkusz, trener Pogoni.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj